PODLASIE- dziennik wyprawy


24.09.2011r. Wólka Nadbużna
Po długiej podróżny wstaliśmy rano, by zwiedzić okolicę. Wólka Nadbużna to mała wieś licząca kilkadziesiąt mieszkańców, położona około 300 metrów od rzeki Bug. Mieszkamy w małym domku w lesie. Obok jest wiele domków kempingowych, a obecnie sprzedanych dla prywatnych właścicieli. W centrum lasu powstaje Wypożyczalnia kajaków.
Dominują lasy sosnowo-świerkowe, rzeka jest bardzo zanieczyszczona. Wyruszamy wzdłuż rzeki, by zwiedzić okolicę. W środku lasu resztki zabudowań po ośrodku wypoczynkowym z czasów komuny. Teren podmokły. Wychodzimy na pola otoczone drzewami i spotykamy krzyż w środku pola.

-Tych krzyży jest cztery. Zostały postawione podczas święcenia pól. Jeden jest na początku wsi, drugi w środku, jeden w lesie i na polu.

Większość mieszkańców Wólki Nadbużnej to starsi ludzie wyznania prawosławnego. Marysia i Monika szukały lokalnych Znachorów, Anka i Magda pytały o miejsca święte w okolicy.

Czy mogłaby nam Pani coś opowiedzieć o Górze Grabarce?
Kiedyś, to wiele ludzi chodziło. Ja miałam małe dziecko i niosłam je przez całą drogę. Później podrosło i już mogło trochę podejść. Tam jest święta woda. Kiedyś słyszałam, że jakaś kobieta zachorowała i odesłano ją do dziadka z Hajnówki. I ten jej powiedział, że w dzień odpustu ma obmyć się trzema chusteczkami i je tam zostawić, a później trzy razy obejść na kolanach górę, postawić, chyba siedem świeczek i modlić się z jedną w ręku aż do jej wypalenia. I wiecie, że ta kobieta pojechała później do lekarza w Białymstoku, czy Warszawie i ten powiedział. Jak to Pani zrobiła, że jest zdrowa? (Uśmiech). Chodziło się chodziło. To i wody trzeba wypić.

Dlaczego trzeba obmyć się na Grabarce chusteczką i ją zostawić?
Bo to zostawia się tam chorobę. I ona wychodzi. Kiedyś był taki starszy mężczyzna, który zdjął koszulę i położył się w strumieniu. Nie mył się tylko tak leżał. Pewno miał jakąś chorobę. Później przebrał się w suche ubranie i poszedł się modlić.
Dzieci też myją, które ma chorobę. Kiedyś jakaś kobieta miała chore dziecko, to kazano jej przemyć dziecko wodą i wyzdrowiało.

A Pani sama doświadczyła działania wody?
No pewno. Zawsze coś jest, to boli, to tamto.

A co trzeba zrobić, by woda zadziałała?
Wierzyć. Bo bez wiary to wam nie pomoże.

25.09.2011r. Grabarka
Jedziemy na Świętą Górę Grabarkę, do cerkwii. Tam co roku prawosławni z całej Polski w dzień 19 sierpnia zbierają się na odpuście. Przed górą strumień, pięknie obudowana studzienka, do której stoją już ludzie w kolejce, niewielki strumyk Trześcianka przepływa przy górze. Przy strumieniu na drzewach wiszą chusteczki pozostawione przez przejezdnych.

- Te chusteczki później palą. Niektórzy myślą, że odpływają ze strumykiem, (duchowni) je palą.

Spotykamy ludzi siedzących przy cerkwi otoczonej zewsząd rozmaitymi krzyżami wotywnymi wbitymi w ziemię i osłoniętymi drzewami. Ogarnia nas tutaj melancholia. Cerkiew, która podpalił w 1990roku „jakiś Polak” została odbudowana na wzór pierwotnej zabudowy. Górę porastają stare sosny.

- Pamiętam jak kiedyś stała ta stara cerkiew, to drzewa nachylały się nad nią. I wtedy jakiś Niemiec próbował je wyciąć, bo Cerkwi nie burzyli, tylko drzewa chcieli wyciąć. Wziął piłę i ta piła jak po żelazie się tępi. Wziął siekierę i nie urąbał. I mówi, że – on tego nie zrobi, bo niw można. No i widać, że Bóg sam zdecyduje.

Za cerkwią można obejrzeć wystawę zdjęć pielgrzymów oraz Cerkwi po pożarze. Jeszcze niektóre krzyże znajdujące się w pobliżu noszą ślady pożogi.

26.09.2011r. Mielnik
Jedziemy do Mielnika- wsi, w której znajdują się władze gminy. To tutaj obecny wójt wprowadza nas w historię tego regionu. Kieruje nas do Ośrodka Dziedzictwa Ziemi Mielnickiej, który niedługo ma zostać otwarty. W ośrodku właśnie trwają prace nad nową wystawą. Pozwolono nam obejrzeć lokalne zbiory sprzętów ludowych. Pracownicy udzielają nam dalszych informacji.
Następnie udajemy się do lokalnej biblioteki. W małych bibliotekach zawsze można znaleźć ciekawe zbiory. Intuicja nas nie myliła. Pracownicy biblioteki zasypali nas informacjami i materiałami do przeczytania. Po dwóch godzinach w bibliotece rozdzieliliśmy się i wyszliśmy w teren. 

- Co było kiedyś na tej górze naprzeciwko Ośrodka Dziedzictwa Ziemi Mielnickiej?

Lokalny ksiądz: Tu kiedyś stała cerkiew. Teraz pozostały stare krzyże. Niektóre z nich są bardzo stare, już nawet nie pamiętam ile ich jest. Kiedyś to wzgórze było jednym z zamkowym. Później przedzielono je drogą. Kiedyś jakiś różdżkarz stwierdził, że jest tutaj jakieś pole energetyczne.

27.09.2011r. Werpol
O godzinie 8:00 przyjeżdża po nas samochód. Jedziemy do Werpola. Zatrzymujemy się na dłużej u informatorki. Jej posiadłość i pole mieści się na ruinach starego dworu i cmentarzysku. Opowiada nam o lokalnej społeczności. Okazuje się, że we wsi była rodzina, którą posądzano o czary.
Sam Werpol położony jest w pobliżu dwóch cerkwi, które postawiono na znak cudu- wody, która uzdrowiła zwierzęta lub wytrysnęła w miejscu ukazania się Matki Boskiej.

W Werpolu odnajdujemy wiele interesujących osób: kobietę, która wyemigrowała po wojnie z Rosji do Werpola, lokalne artystki ludowe, tkaczki i zielarki.

28.09.2011r. Tokary
Znów 8:00 rano. Jedziemy do Tokar. Jest bardzo zimno. O 9:00 rano nikogo jeszcze nie było na dworze, a przecież to jest wieś. Nikt ma gospodarki?
Tokary to wieś położona na terenie Polski i Białorusi. Niegdyś była to najlepiej rozwinięta wieś w województwie Podlaskim.

- Kiedyś tu było dużo dzieci. Było wesoło. A teraz dzieci wyjechały do miast. Nie ma się kto zajmować gospodarką, więc jej nie m. Mija córka mieszka w Łodzi i właśnie dzisiaj na nią czekam… weźcie dziewczyny to jabłko, to bardzo dobre jabłka…

W Tokarach mieszka wielu starych ludzi, którzy chętnie zapraszali nas do siebie do domów i częstowali herbatą albo kapustą.

80-cio letni mieszkaniec Tokar: Szkoda, że moja zona umarła, to była zabawna kobieta, raz usłyszała jakąś piosenkę ją powtarzała. Zaraz po wojnie przyuczyłem się na krawca, nauczyłem się rzemiosła. Razem z żoną- krawcową szyliśmy. Ja szyłem marynarki, ona spódnice. Mieliśmy też gospodarkę. Przeszywaliśmy stare mundury. Mieliśmy trochę grosza.

Siedzimy w izbie z piecem. Strop jest niski, wokół podstawowe sprzęty i nowa lodówka.

- Wtedy wezwano mnie z urzędu i musiałem iść do pracy poza wsią. Ale wtedy miałem już rodzinę, dorobiliśmy się gospodarki. Postawiliśmy ten dom. Podpisałem papiery i powiedzieli bym płacił podatki i mogę zostać w Tokarach. Ale kiedyś to była wieś…. a teraz sami starzy.


29.09.2011r. Werpol i Stołbce
Jedziemy do Werpola. Wieś leży zaraz przy cerkwi w otoczeniu lasu. Tutaj droga betonowa kończy się we wsi. Ludzie niechętnie rozmawiają o zielarstwie.

Sołtys Werpola: Tutaj przyjeżdżają z Warszawy… kupują ziemię, pokazują dzieciom przyrodę.

Postanawiamy udać się do Stołbc. W Stołbcach mieszka rodzina znanej znachorki. Rozmawiamy z ludźmi na temat lokalnej medycyny ludowej.