niedziela, 11 września 2011

BESKID NISKI- Łyżkarz z Nowicy

ŁYŻKARZ - STEFAN ROMANYK
Mieszkaniec Nowicy - 65 lat

- Jak Pan nauczył się toczyć łyżki, od kogo?
- Od ojca, w wieku dorosłym zacząłem. Ojciec, Michał Romanyk, też był łyżkarzem.
- Ile lat robi Pan łyżki?
- 38 lat.
- Czy oprócz łyżek robi Pan coś z drewna?
- Nie.
- Czy długo trzeba uczyć się łyżkarstwa?
- Takiego, jak na tym sznurku to bardzo długo.
- A czy poza sznurkiem Pan robi łyżki?
- Na zwykłej tokarce? Tak.
- Od kiedy mieszkańcy Nowicy robią łyżki?
- Przed wojną dużo robiło.
- Ilu?
- Dużo, niektórzy i strugane robili.
- Gdzie się to sprzedawało?
- Brali przeważnie i sprzedawali na targach.
- Czy opłaciło się?
- Na owe czasy opłaciło się trochę, za to ludzie żyli.
- Co można było kupić za miesiąc toczenia łyżek? Czy to było tyle jak dzisiejsza wypłata?
- No była, była.

 
- Tak, jak teraz z tysiąc złotych?
- No nie bardzo. Ale dało się wyżyć, wtedy żywność była tańsza.
- Gdyby przyjechał tu ktoś z Warszawy i powiedział, że zamierza nauczyć się łyżkarstwa, jak długo musiałby się uczyć?
- To zależy, jaki zdolny.
- Czyli trzeba mieć talent. Czym się przejawia? Czy są to ręce, oczy, serce?
- Wszystko. Cierpliwość też musi być.
- Materiał?
- Jawor, buk może też być, ale już gorzej.
- Jawory jeszcze rosną w Nowicy?
- Mało.
- Gdzie się pozyskiwało drewno?
- Kiedyś przed wojną ludzie mieli lasy swoje, a teraz kupuje się w nadleśnictwie, jak jest ścinka jakaś, buka jest łatwiej kupić, bo jest go więcej.
- Czyli twarde drzewo. Jak się rozpoznaje, że buk czy jawor jest dobry na łyżki?
- No to musi być gładki, przede wszystkim sęków żeby nie było dużo.
- Mamy klocek jaworowy i co dalej? Jak długo trwało suszenie?
- Póki nie wyschnie, zależy, jaki on jest.
- Musi być poszczypany czy pocięty?
- Poszczypany musi być.
- Zabierając się do robienia łyżki trzeba mieć tokarkę sznurkową, co jeszcze?
- Trzeba mieć ryżec do wybierania tej komory, i nóż, i siekierkę.
- W sumie nie jest to chyba drogi warsztat pracy.
- Nie jest drogi tylko trudno wykonać.
- Ile jest jeszcze tokarek sznurkowych w Nowicy?
- Tu nie ma już.
- We wsi już nikt nie robi w ten sposób łyżek?
- Taką tokarką nie.
- Ktoś jeszcze umiałby?
- Może jeszcze Bazyli Michalak, ale on ma chyba 90 lat.
- On mieszka na Przysłopiu?
- On jeszcze by dał radę.
- Czyli ryżec, siekiera, tokarka, nóż, dłutko... Czy takie łyżki się upiększało?
- Nie, bo służyła do wyrabiania masła.
- Tylko i wyłącznie do tego?
- Można tą łyżką zamieszać i co innego.
- Kiedyś robiono masło w domu.
- Bardzo te łyżki się sprzedawały, trudno było narobić.
- Odbiorcami byli rolnicy, którzy hodowali krowy i sami robili masło.
- Tu nie było jakiegoś innego przychodu.
- Kupiec brał i sprzedawał po bazarach. Pewnie w Gorlicach?
- Wszędzie, w całej Polsce.
- I co, brali tak po 100 sztuk?
- Więcej, ile było.
- A teraz kupują łyżki?
- A teraz też jest popyt, ale na inne.
- Maszynowe?
- Bo na tych by nie zarobił.
- Przy tych to sama produkcja jest ciekawa.
- Że można zrobić, ale chcący zrobić, to taka ciężka praca.
- Czy są kontynuatorzy?
- Nie ma. Jeden tu chce się nauczyć, ale mówi, że w zimie.
- Miejscowy czy przyjezdny?
- On jest przyjezdny, ale buduje tu dom.
- Czyli zainteresowało go to...
- Tak, ja już mu mówiłem, żeby się uczył.
- Gdyby zorganizować jakieś warsztaty łyżkarskie, np. dla szkół. Osoby prowadzące gospodarstwa agroturystyczne nie interesują się? Nowica przecież wsią atrakcyjną turystycznie jest...
- Jest, no interesują się, ale to wszystko tak jakoś słabo.
- No a teraz jak Pan jeździ na pokazy w czasie imprez, sprzedają się łyżki?
- A tam kilka sprzedam.
- Ile trzeba drewna na jedną łyżkę?
- Trudno powiedzieć.
- Jak długo trwa zrobienie 1 łyżki?
- Nigdy nie liczyłem czasu.
- Ze 20 minut?
- Tak liczę, trzeba robić.
- Pan robi sprawnie, szybko, jest to rzemiosło niebezpieczne? Trzeba używać ostrych narzędzi...
- No to trzeba umieć trzymać nóż, jeden facet wziął nóż i od razu... Bo to ostre musi być.
- Gdzie takie narzędzia zdobyć?
- Ja nóż zrobiłem sam. No i dłuto myślę zrobić też sam, tylko materiał mi obiecał taki jeden gość, a ten ryżec to mam sprzed wojny, jeszcze od ojca.
- A dziadek robił łyżki?
- Też robił. Jeszcze kiedyś robili tutaj takie szufle.
- Czyli łopatki?
- Takie do cukru, bo kiedyś to nie było pakowanego cukru, tylko był w workach. Takie się robiło szufle ręcznie, to też ojciec robił.
- To było przed wojną czy po wojnie?
- Przed, a po wojnie jeszcze trochę, jeszcze tu do GS-u do Uścia, to pamiętam jak ludzie brali.
- Szufle robiło się na ręcznej tokarce?
- Ano nie, to było inaczej robione, to się nie toczyło, tylko strugało, wszystko ręczna robota, ale ten ryżec musiał być.
- Czy przyjąłby Pan kogoś na naukę?
- Jakby mi zapłacili to bym przyjął.
- Dużo by kosztowała nauka?
- To bym musiał się zastanowić.
- A czas, w tydzień zdolny uczeń pojmie?
- Nie.
- Potrzebny jest miesiąc?
- Ja nie robiłem jakiś czas, ale wiedziałem, z której strony się złapać, jak mnie zaprosili do Sącza, to tydzień trenowałem, żeby mi jakoś wyszło. Jak trzeba gdzieś pokazywać trzeba pracować szybko, sprawnie i tak żeby wyszła łyżka. Taki, co nigdy nie robił to w tydzień się nie nauczy. Tu trzeba mieć talent, ostre narzędzia są, można zrobić łyżkę do momentu, co wyrzyna się dołek, no i nie będzie uważał, to wyszczypie i już po łyżce.
- W Leszczynach robiono coś podobnego?
- Więcej rzeczy toczonych.
- Na tokarce sznurkowej?
- Nie, to już kieratem, koń ciągnął.
- Co robili mieszkańcy Leszczyn?
- Wałki do ciasta, tłuczki do ziemniaków i coś tam jeszcze.
- Robi ktoś tam jeszcze?
- Teraz nie mam kontaktów.
- Jak się handlowało łyżkami?
- Bezpośrednio handlem nie zajmowałem się nigdy. Na wóz konny i do plecaka brali, to przeważnie byli mieszkańcy Kunkowej i Leszczyn, mieli plecak, tragarz brali, łyżki oni też sami robili i nimi handlowali. W Nowicy głównie się robiło. Oni brali masowo, nawet końmi jechali tu za łyżkami, bo tu mieszkało dużo ludzi i wszyscy robili łyżki. Teraz też robią, ale nie tyle już. Ludziom po prostu nie bardzo opłaca się z tego utrzymać.
- Nie myślą prowadzący agroturystykę, aby zrobić pokazy wyrobu łyżek?
- Przychodzą turyści, no przychodzą, może się to rozkręci trochę, mam nadzieję.
- Teraz czysta woda i krajobraz nie wystarczy, aby ludzie przyjeżdżali...
- Byli, no pokazywałem niektórym w tamtym roku, w tym roku była grupa dzieci z Izb.
- Wycieczki szkolne przyjeżdżają?
- Nie.
- Edukacja regionalna dzieci często rozpoczyna się od razu w Krakowie. Teraz Pan jeździ na pokazy...
- W tamtym roku było kilka ludzi, w tym roku byłem na kilku pokazach w Bartnem, w Gorlicach, w Starym Sączu, w Radocynie.
- Jak ludzie oglądają Pana pracę, to co ich najbardziej interesuje?
- Jak siekierką obierać to nic, ale to toczenie, oni myślą, że naklejone jest coś na rączkę, ktoś jak nie widzi to myśli, że jest doklejona. No widział pan taką łyżkę, nie do odróżnienia jest.
Z nauczeniem kogoś to jest ciężka sprawa, nie sztuka, żeby ktoś sobie paluchy poucinał, musi być ktoś, kto ma jakieś pojęcie, kto siekierą władał, kto nie władał ten się nawet niech nie zabiera.
- Łyżkarstwo nie jest dla każdego.
- Toczyć tak, przy toczeniu to najwyżej sznurek przetnie.
- Jakby ktoś chciał się uczyć musiałby napisać oświadczenie, że ponosi odpowiedzialność...
- Ktoś sobie utnie palucha, to bardzo nieładnie wygląda. To na przykład dłubiąc dołek siekierą to można sobie zaciąć. Ja sobie zaciąłem za młodych lat, to nie jest takie proste. Jak ktoś jest bez nerwów, żeby nie miał tremy, rozluźnić się musi i pracować, na początku zrobi krzywe łyżki, one się z czasem wyprostują.To nie jest proste rzemiosło.

Wywiad przeprowadził Tomasz Zając,
http://www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/ludzie/romanyk

Brak komentarzy: